Co zrobić, kiedy mi się nic nie chce?
I to jest ciekawe. Ja sama nie wiem, przyznaję się bez bicia. Wiem jedynie,
że człowiek jest tylko żywą istotą,
która ma swoje wzloty i upadki (po coś nam dano te 24 godziny na dobę!).
Wiem za to, że często czuję jak bardzo mi się nic nie chce.
W takich chwilach zakopałabym
się najchętniej pod kocykiem, z dobrą książką i herbatą albo z kolejnym odcinkiem Friends na tablecie.
Ten weekend jest moim pierwszym wolnym od 2 tygodni. Uczelnia, praca... Wstając wczoraj rano wiedziałam, jak wiele przede mną pracy. Teksty na uczelnię, ćwiczenia
1. Wymyśliłam sobie taki patent ze świeczką. Być może ktoś to już wymyślił, jednak ja tego nigdzie nie widziałam.
A więc świeczka... Zanim usiądę do biurka, idę po zapalarkę, biorę świeczkę i zapalam. Nauczyłam swój mózg, że ma mi się to kojarzyć z nauką i obowiązkami. Świeczki są najzwyklejsze, bezzapachowe i małe. Wręcz takie wkłady. Bardzo polecam Ikeę, gdzie za 10 złotych kupuję pakiet 100 świeczek. Starcza na kilka miesięcy. Świeczka się pali, ja się muszę uczyć i już. Taki wkład starcza średnio na 4 godziny, a więc bardzo w porządku.
Potem robisz sobie 5 minut przerwy. Prawie idealny czas, żeby zrobić sobie herbaty, nalać wody czy przegryźć kanapkę.
do wykonania, pisanie magisterki... Głowa zaczyna boleć od samego myślenia! Wczoraj wykonałam niewiele, przeczytałam jeden długi tekst, ogarnęłam trochę materiału i tyle. Padłam z serialem na tablecie (Tak, oglądam youtubowe filmiki o Januszu Traczu i wcale się tego nie wstydzę! To mega ciekawy charakter!) i na tym to się skończyło. Dziś, wstając rano, wiedziałam, że przez mój wczorajszy chill mam tego ogromnie dużo! Pracowałam od 9, z przerwami na posiłki. Skończyłam pół godziny temu, ale zrobiłam wszystko, co zaplanowałam. Na stresie, na adrenalinie. Chyba nikt tego nie lubi.
Zatem, co może nam odrobinę pomóc w tych trudnych chwilach niedoli, kiedy naprawdę trzeba?
1. Wymyśliłam sobie taki patent ze świeczką. Być może ktoś to już wymyślił, jednak ja tego nigdzie nie widziałam. A więc świeczka... Zanim usiądę do biurka, idę po zapalarkę, biorę świeczkę i zapalam. Nauczyłam swój mózg, że ma mi się to kojarzyć z nauką i obowiązkami. Świeczki są najzwyklejsze, bezzapachowe i małe. Wręcz takie wkłady. Bardzo polecam Ikeę, gdzie za 10 złotych kupuję pakiet 100 świeczek. Starcza na kilka miesięcy. Świeczka się pali, ja się muszę uczyć i już. Taki wkład starcza średnio na 4 godziny, a więc bardzo w porządku.
2. 30 lub 25 minut. Takie przedziały czasowe. Bierzesz do ręki telefon, nastawiasz czasomierz na tyle, ile potrzebujesz i dajesz! Uznajesz, że w tym jednym przedziale robisz konkretną rzecz
i po prostu musisz ją zrobić. Klikasz start i czas płynie. Nie ma zmiłuj. Potem robisz sobie 5 minut przerwy. Prawie idealny czas, żeby zrobić sobie herbaty, nalać wody czy przegryźć kanapkę.
Czytałam w internecie, że często poleca się takie przedziały po 15, 20 minut, jednak dla mnie to zbyt krótko. Miewam problemy z koncentracją, zwłaszcza czytając moje filologiczne teksty i wtedy idealnie sprawdza się właśnie 30 minut. Warto jednak sprawdzić, co Wam odpowiada najbardziej. To indywidualna kwestia.
3. Motywująca muzyka. Na sławnym już Spotify mamy mnóstwo playlist. Motywacyjne, chillowe, poranne kawy, lato i wiele, wiele innych. Swego czasu nie byłam fanką Spotify, jednak niekiedy mogę tam znaleźć naprawdę ciekawe kawałki. Przekonałam się.
Mamy też Youtube, klasykę gatunku. Znajdujesz to, co kochasz albo muzykę relaksacyjną
i do dzieła. Najlepiej wybierać w miarę spokojne piosenki. Znowu jest to jednak kwestia indywidualna. Jeden potrzebuje czegoś bardzo pobudzającego, inny chce się skupić. Warto zadbać, aby muzyka nie była jednak nazbyt spokojna. To może Was nieźle uśpić.
i do dzieła. Najlepiej wybierać w miarę spokojne piosenki. Znowu jest to jednak kwestia indywidualna. Jeden potrzebuje czegoś bardzo pobudzającego, inny chce się skupić. Warto zadbać, aby muzyka nie była jednak nazbyt spokojna. To może Was nieźle uśpić.
U mnie muzyka przy nauce czy przy robieniu notatek towarzyszy sporadycznie. Jeśli robię coś trudnego, potrzebuję ciszy. Jeśli jednak jest to coś lżejszego, to dlaczego nie? Zwykle leci coś w tle...
4. Karteczki motywujące. Ale nie takie, które mają napisy typu "Stay positive" itp. Nie przepadam za nadmiernym couchowaniem i szczerze się do tego przyznaję. Swego czasu natrafiłam w internecie na różne memy z moim przekochanym Sherlockiem. <3
Coś takiego wisi przede mną na mojej magnesowej tablicy. To długofalowy pomysł, ale wystarczy zerknąć i już trochę bardziej się chce.
5. Kiedy jest już bardzo źle, to... tuptam po kawę albo herbatę. Jakoś tak jest, że ciepły napój daje siłę. Fenomenu kawy nie trzeba nikomu tłumaczyć. Herbat jest całe mnóstwo. Ja wybieram czarną z dobrym sokiem domowej roboty, czasem herbatkę z bratkiem (na dobrą cerę, łączmy przyjemne z pożytecznym!), a także szałwię. Czytałam kiedyś, że może wspomagać procesy myślowe. Nie można z nią jednak przesadzać. Wolno pić tylko
1 dziennie, inaczej może zaszkodzić. Tak więc wszystko jest dla ludzi, lecz z umiarem!
1 dziennie, inaczej może zaszkodzić. Tak więc wszystko jest dla ludzi, lecz z umiarem!
To tylko kilka pomysłów walki z samym sobą podczas jesienno-zimowej zawieruchy. Ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza,
lecz nie ma co się poddawać. Jak śpiewano
w "Mulan": Brać się do roboty, wroga bić już czas... Czasem trzeba trochę ze sobą powalczyć, jednak na spokojnie. A Wy jakie macie sposoby, żeby Wam się chciało coś robić i ogarnąć to wszystko czasowo?
lecz nie ma co się poddawać. Jak śpiewano
w "Mulan": Brać się do roboty, wroga bić już czas... Czasem trzeba trochę ze sobą powalczyć, jednak na spokojnie. A Wy jakie macie sposoby, żeby Wam się chciało coś robić i ogarnąć to wszystko czasowo?



A czasami po prostu trzeba wrzucić na luz i odpocząć:)
OdpowiedzUsuńNajlepiej relaksuję się spędzając czas na łonie natury. Górskie wędrówki, spacery brzegiem morza, spacery po lesie - wsłuchiwanie się w odgłosy przyrody działa na mnie bardzo kojąco. Pozdrawiam :)
OdpowiedzUsuń